Świadectwa


W społeczności jestem od początku jej powstania. W sierpniu 1998 roku naszym pastorom a także grupie chrześcijan Pan Jezus dał w sercach jednomyślność o tym aby założyć społeczność o nazwie Centralny Kościół Pełnej Ewangelii. Zasady jej funkcjonowania całkowicie opierają się na podstawie Biblii i prowadzeniu Ducha Świętego. To co jest opisane w Dziejach Apostolskich jest jak najbardziej realne i aktualne. Pan Jezus każdego z nas w swój doskonały sposób przemienia, kształtuje, leczy, napomina.

Na pytanie jakie mogłabym złożyć świadectwo o tym kim dla mnie jest Jezus Chrystus i jak objawia się Jego moc i chwała w moim życiu a także w śród naszej grupy, mogłabym sporo opowiedzieć. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na jeden z osobistych moich problemów, w którym tego doświadczyłam. Myślę o tym ponieważ dotyczy to wielu osób w naszym kraju.

W czasie gdy zaczęliśmy się razem spotykać, byłam osobą dosyć poranioną po różnych życiowych przejściach. Borykałam się też z kwestią przebaczenie mojemu ojcu, który postanowił zostawić moją mamę krótko przed moim urodzeniem.

To wydarzenie bardzo odbijało się na moim życiu. Poprzez działania rodziny, a także nie udane kontakty z ojcem, niechęć do niego graniczyła we mnie chwilami z nienawiścią i żalem. Czułam się odrzucona, emocjonalnie okaleczona. Miałam zły obraz mężczyzn.

W maju 1998 brałam udział w konferencji dla małżeństw organizowanej przez Janusza i Ewelinę. Wtedy usłyszałam słowo na temat odrzucenia i przebaczenia. Pan Jezus rozpoczął we mnie pracę. Później w naszym kościele na nabożeństwach, a także w rozmowach, przekazywane miałam prawdy Boże na ten temat. Nie wiedziałam wcześniej, że odrzucenie przez rodzica jest przekleństwem, które rzutuje na całe życie, na sposób funkcjonowania, postrzegania siebie i innych. Jako świadoma chrześcijanka zdawałam sobie sprawę, że to co stało się z Panem Jezusem na krzyżu – przelanie Jego Krwi za moje grzechy nie jest czymś jednorazowym ale ma moc nad całym moim życiem. Z Biblii wiedziałam, że Jego krew i rany są naszym lekarstwem, które leczy duszę i ciało człowieka. Sami Apostołowie w autorytecie danym od Boga dokonywali uzdrowień w imieniu Jezusa Chrystusa przez moc Jego krwi. W ten sposób przekleństwo jakie niosło za sobą odrzucenie zostało złamane w moim życiu. Krok po kroku byłam leczona z doznanych zranień. Musiałam też wyznać przed Jezusem że sama dopuściłam się tego iż źle mówiłam o swoim ojcu i miałam nienawiść w sercu. W Słowie Bożym jest napisane aby czcić ojca i matkę. Bez pomocy Pana Jezusa w takich sytuacjach jest to raczej nie możliwe.

W tym czasie nie miałam żadnego kontaktu z moim tatą. Pewnego dnia w moim sercu byłam pobudzana do modlitwy o niego. Jeszcze wychodziły kwestie, które wyznawałam. Błogosławiłam mu, prosiłam o Pana Jezusa o łaskę zbawienia dla taty. Trwało to około dwóch tygodni i było bardzo intensywne. Nie mając z nim kontaktu (mieszkaliśmy w odległych od siebie miastach), nie wiedziałam co się z nim dzieje. Widziałam, że w moim sercu zachodzi niesamowity proces. Spokojnie, bez cienia żalu, z miłością mogłam myśleć czy mówić o ojcu. Rana całkowicie została uleczona.

Po kilku miesiącach moja mama dowiedziała się że ojciec umarł. Nie wiem do dziś co się wydarzyło w jego życiu, w tych ostatnich chwilach. Wierzę jednak w ogromną łaskę i cudowne działanie Pana Jezusa. Wiem z doświadczenia, że u Niego nic nie dzieje się przypadkowo i wszystko ma swój czas.

A ja mimo, że tak naprawdę nie doświadczyłam ojcowskiej miłości i troski od mojego taty, to doświadczam jej od mojego Ojca w niebie. On mnie pociesza, posila, kieruje słowa mądrości, karci kiedy trzeba. Kiedyś myślałam, że Bóg jest daleko, daleko w niebie. Dziś wiem że to jest bardzo, bardzo blisko i jest bardzo realny i prawdziwy w swojej miłości i działaniu.



Świadectwo 2

Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Pana i Zbawiciela przyjęłam mając 50 lat, na jednej z ewangelizacji odbywających się na południu Polski, gdzie wówczas mieszkałam. Od roku byłam wdową z bagażem doświadczeń życiowych i różnych przejść. Zapragnęłam całym serce poznać Boga Jezusa Chrystusa i służyć mu. Dokonało się to w gronie wierzących.

Pełnię nauki Jezusa Chrystusa otrzymałam w zborze do którego należę. Przez Jezusa Chrystusa Pana i Zbawiciela mojego poznałam Boga jako Boga żywego działającego w moim życiu, tu i teraz. Z wiarą przyjmowałam i przyjmuję każde Boże Słowo. Przez Jezusa Chrystusa doznałam przebaczenia i odpuszczenia grzechów, odrodzenia duchowego. Jezus Chrystus nauczył mnie bardziej miłować ludzi. Okazywał mi pomoc w moich zmaganiach życiowych. Zabrał mi gnębiące mnie poczucie osamotnienia po śmierci męża. Gdy nie wiedziałam jak mam sobie ułożyć dalsze życie to otrzymałam Słowo z psalmu 32:8 „Pouczę ciebie i wskażę ci drogę, którą masz iść. Będę ci służył radą, a oko moje spocznie na tobie.” Do dzisiaj dziękuję Jezusowi za tę obietnicę. Wypełniła się w moim życiu całkowicie. Doznałam uzdrowieńczej mocy Jezusa Chrystusa i mocy modlitwy. Kiedy w starszym już wieku zachorowałam już na zapalenie płuc, byłam bardzo odwodniona, a temperatura ponad tydzień wynosiła 40 stopni. Żadne antybiotyki nie pomagały, a ja traciłam świadomość. Bracia i siostry ze Zboru codziennie modlili się nade mną w szpitalu, namaszczono mnie olejem, proszona Pana o Słowo mądrości i poznania. Pan wysłuchał modlitw. W mocy swojej wyrwał mnie śmierci.

Parę lat temu, wbrew wszelkim okolicznościom i orzeczeniom lekarskim, kiedy z powodu upływu terminu rokującego pozytywność operacji, odstąpiono od niej nie dokonując jej na odwarstwionej siatkówce mojego oka. Mnie z tego powodu groziła ślepota. Również wzrok w moim drugim oku uległ znacznemu pogorszeniu. W tym przypadku mocą Jezusa Chrystusa doznałam cudu uzdrowienia. W Kościele modlono się o mnie. Pan dał braterstwu w Kościele słowo poznania. Poddałam się woli Bożej i przyjęłam skierowane do mnie Słowo Boże. Wyznałam swoją winę. Liderzy zboru pomazali mnie olejem, i moc Jezusa Chrystusa zstąpiła na mnie. Moje oczy zostały uzdrowione. Dzisiaj mam 78 lat i świadczę o tym, że wszystko co było we mnie chore zostało uzdrowione mocą Jezusa Chrystusa. Pomimo tego, że miałam bardzo poważne schorzenia (kręgosłupa, serca, oczu) nie przeszłam operacji. Pan Jezus dokonywał cudów, a one były potwierdzane przez lekarzy. Wszystko to mogę udokumentować papierami ze szpitali i od lekarzy.

Bóg w Jezusie Chrystusie nauczył mnie przyjmować Jego prawdę i Pan mnie w ten sposób przemienia. Moją radością stało się wielbienie Boga pieśnią i modlitwą. Pan zachowuje mnie w zdrowiu. Wlewa w moje serce pokój. Raduję się, że doświadczam mocy żywego Boga. Jestem szczęśliwą matką, babcią, prababcią. Cieszę się moją rodziną i rodziną zborową.

Wielbię go słowami z księgi Izajasza 38 wersety 18-19 „Nie w krainie umarłych bowiem Cię wysławiają, nie chwali Ciebie śmierć, nie oczekują twojej wierności ci, którzy wstępują do grobu. Żywy, tylko żywy wysławia Ciebie jak Ja dzisiaj.”



Świadectwo 3

Dziękuję Bogu Ojcu za to, że w swojej łasce pozwolił mi być częścią Jego Kościoła, żywym kamieniem wbudowanym w dom duchowy (1 Piotr 2:5), nie tylko w sensie ogólnym (tzn. Kościoła, do którego należy każdy nowonarodzony chrześcijanin), ale także w aspekcie zboru lokalnego, będącego żywym ciałem prowadzonym przez Ducha Świętego, którego Głową prawdziwie jest Jezus Chrystus (Ef 5:23; Kol 2:23).

Dziękuję Bogu za niesfałszowane nauczanie przekazywane w naszej społeczności – prawdziwą Ewangelię, do której nikt nic nie dodał, ani też nic z niej nie ujął (V Mojż. 4,2; 13,1; Kazn 3,14; Przyp 30:5-6; Obj 22:18-19). Dziękuję także za prowadzenie naszej społeczności w słowie proroczym: „Zaiste, nie czyni Wszechmogący Pan nic, jeżeli nie objawił swojego planu swoim sługom, prorokom” (Am 3:7), które Bóg potwierdza przez swoich świadków, także spoza społeczności.

Dziękuję Panu, że uczy mnie swojej sprawiedliwości, która przychodzi z życia w wierze: „A sprawiedliwy mój z wiary żyć będzie” (Hebr. 10:38) – że uczy mnie odwracania się od własnej sprawiedliwości, a zamiast tego działania wynikającego z wiary w Jezusa Chrystusa: „I znaleźć się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary” (Flp 3:9).

Pan w swojej łasce ukazał mi, że chodzenie w wierze nierozerwalnie związane jest z otrzymywaniem od niego Słowa i szczerym przyjmowaniem go, jako że Słowo poprzedza wszelkie Boże działanie. Ponieważ takie Słowo zawsze stawia w centrum Jezusa Chrystusa, a nie człowieka, do życia w wierze niezbędne jest ukrzyżowanie własnego ja (Gal 2:20). Dla mnie chodzenie w wierze ma charakter indywidualny, związany z dokonywaniem różnych wyborów osobistych w zgodzie z otrzymywanym Słowem, a także ogólny, odnoszący się do każdego chrześcijanina, związany z postępowaniem zgodnym z nauczaniem, które Pan przekazuje przez swoje sługi w swoim kościele, dzięki któremu poznaję Boga i moje dziedzictwo w Nim: „Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę, przez które darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury, uniknąwszy skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość” (2 Piotr 1:3-4).

Bóg nagradza życie w wierze indywidualnym słowem obietnicy: „Albowiem nie na podstawie zakonu była dana obietnica Abrahamowi bądź jego potomstwu, że ma być dziedzicem świata, lecz na podstawie usprawiedliwienia z wiary” (Rz 4:13), która jest związana z Bożym planem do naszego życia. Dzięki Panu za to, że jest to całkowicie Jego plan, co do którego nie radzi się żadnego człowieka (Iz 55:8-9). Nie ma on nic wspólnego z ludzkimi oczekiwaniami, ambicjami, możliwościami ani wyobrażeniami!

Dziękuję też Bogu za powołanie, jakie ma do mojego życia i do życia moich najbliższych i za to, że On ma nadprzyrodzoną moc, jaka potrzebna jest do tego, aby to powołanie się wypełniło.

„Jemu niech będzie chwała – Amen, przyjdź, Panie Jezu!” (Obj 22:20)

„Bo jeszcze tylko mała chwila, A przyjdzie Ten, który ma przyjść, i nie będzie zwlekał” (Hebr. 10:37)


Świadectwo 4

Od kiedy narodziłem się na nowo po przyjęciu Jezusa Chrystusa, Duch Święty włożył w moje serce pragnienie poznawania Jezusa w gronie Jego dzieci tj. w kościele. To czego pragnąłem, to społeczności w której nie ma dominacji człowieka, nie realizuje się programów zborowych, ale wspólnie wzrasta się w poznawaniu Chrystusa słuchając Jego głosu.

Świadomie Pan kierował mnie do szukania takiej grupy wierzących z którymi miałbym głębsze relacje przyjaźni. Właściwie wcześniej należałem tylko do jednego zboru. Zawsze miałem niechęć do tego aby życie wierzącego układać na zasadzie chodzenia po różnych zborach.
Tę społeczność, czyli CKPE znalazłem już dawno. Moim zdaniem, jest ona unikalna, bo jej członkowie tworzą pewnego rodzaju rodzinę Chrystusową. Łączy nas miłość do Jezusa Chrystusa i jedność Ducha. Jednocześnie nie jest to oparte na silnej pozycji liderów, ale na prowadzeniu wierzących do świadomych wyborów wiary. Spotykałem się ze społecznościami, w których wierzący upodobniali się do lidera, a niewiasty do żony pastora, ale w CKPE tego zupełnie nie ma. Jeszcze co najważniejsze to to że całe nauczanie bazuje tylko na interpretacji Słowa Bożego i w centrum jest poselstwo o krzyżu Jezusa Chrystusa .
Ciekawe jest, że nie widzę, chociaż należę tam od dłuższego czasu aby ktoś miał wyłączność na głoszenie czy interpretacje Słowa. Do usługiwania jesteśmy zachęcani wszyscy, a główne usługiwanie w kontekście indywidualnym ma miejsce na grupach domowych. Po latach w których jestem w tej społeczności świadczę o tym, że Bóg jest prawdziwie między nami i posyła swoje Słowo w którym jest moc Ducha, aby poprowadzić nas ścieżką życia Chrystusowego przez odpuszczenie grzechów , uzdrowienie i odnowienie. Tego też doświadczałem i doświadczam, ja sam i moja rodzina będąc w tej społeczności czyli w CKPE.

Możliwość komentowania jest wyłączona.